Dlaczego Stefan W. nie jest drugim Cybą

Tuż po śmiertelnym ataku na Pawła Adamowicza prominentni politycy opozycji oraz niektórzy dziennikarze rozpoczęli narrację o „mordzie politycznym”. Niektórzy zestawiali wręcz Stefana W., zabójcę z Gdańska, z Ryszardem Cybą, który w 2010 roku zamordował w Łodzi działacza PiS Marka Rosiaka. Doszukiwanie się podobieństw między tymi dwoma zbrodniami wydaje się jednak całkowicie bezpodstawne.

Motywacja Stefana W.
„Halo! Halo! Nazywam się Stefan W(...). Siedziałem niewinny w więzieniu. Siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego właśnie zginął Adamowicz” – wykrzyczał ze sceny Stefan W. zaraz po trzykrotnym ugodzeniu nożem prezydenta Gdańska. Morderca, któremu część opozycji – na podstawie tych właśnie słów – przypisuje motywację polityczną, o polityce musiał mieć pojęcie więcej niż blade. Jego ofiara bowiem od marca 2015 roku nie miała z PO nic wspólnego, a przez ostatnie kilkanaście miesięcy była wręcz przez tę partię politycznie zwalczana. Połączenie w głowie Stefana W. postaci Adamowicza z PO, a Platformy z urojonymi krzywdami doznanymi w więzieniu, musiało więc odbyć się na zasadzie niezwykle luźnej asocjacji będącej efektem katastrofalnego stanu psychicznego. Co ciekawe, wersję tę potwierdza treść artykułu w „Gazecie Wyborczej”, opisującego zeznania matki Stefana W.: „Niepokoje matki 27-latka związane były z jego stanem psychicznym – miał duże poczucie krzywdy, o swoją sytuację obwiniał polityków. Mówił, że chce zrobić coś spektakularnego, »by wszyscy dowiedzieli się o jego krzywdzie«”.
Tymczasem zwolennicy hipotezy „mordu politycznego” próbują – bez żadnych podstaw – sugerować, że Adamowicz zginął, gdyż W. na bieżąco czytał w więzieniu prawicową prasę, oglądał „siejącą nienawiść” TVP  i słuchał wystąpień Jarosława Kaczyńskiego.

Motywacja Ryszarda Cyby
Ryszard Cyba nie chciał zrobić „czegoś spektakularnego”, by zemścić się za doznane...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: