Ci rycerze nie chodzą za byle kim

Dodano: 01/10/2018 - Numer 10 (151)/2018

Nie są fanami robiących ostatnio karierę w naszym kraju wielkich wieczorów uwielbieniowych. Nie zobaczy się ich także na katolickich spotkaniach eventowych. Ani podczas koncernów rockowych katolickich kapeli. Udać się to może na Przystanku Jezus, gdy kilkunastu mężczyzn bez ciężkiego sprzętu stawiać będzie samodzielnie gigantyczny namiot i scenę. Albo gdy jakaś uboga emerytka będzie potrzebować wózka inwalidzkiego i kilku tajemniczych, ubranych na czarno panów pewnego dnia przyjdzie z wyczekiwanym przez nią podarunkiem. Wreszcie gdy polscy mężczyźni skrzykną się na wspólne odmawianie różańca. Wtedy będą i oni. Zwykle widać ich stojących blisko ołtarza. Otaczają go szczelnym kordonem w swoich charakterystycznych czarnych szatach. – To mantulle – tłumaczy mi brat Adam, korpulentnych kształtów gigant, jeden z braci zakonnych. – Kiedyś nazywaliśmy je mucetami. Ale po mojej interwencji u generała zakonu wyszedł dekret o zaniechaniu starej nazwy. Średniowieczni rycerze ubierali się bowiem nie w mucety, ale właśnie w mantulle – dodaje z uśmiechem i bez skrywanej satysfakcji. Te rycerskie płaszcze faktycznie są tym, co wyróżnia ich spośród tłumu. Czarne, sięgające łydek. Z żółtym herbem papieża Jana Pawła II na piersi. I wiszącym nań pektorałem. Do tego głębokie kaptury, białe rękawiczki. Większość w garniturowych spodniach, eleganckich ciemnych butach. Niektórzy z naszywkami na ramienicach świadczących o stopniu w zakonie. Są skupieni i skoncentrowani. I przede
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze