O człowieku, który nie chciał zostać papieżem

Ten łagodny, skromny, pełen uroku człowiek okazywał się nieugięty, bezlitosny i twardy, gdy chodziło o demaskowanie kłamstwa w samym Kościele. Był prawdziwym „młotem na herezje” i na heretyków. Modernizm, nękający Kościół od paru dziesięcioleci, nazwał „ściekiem wszystkich herezji” i tępił z żelazną konsekwencją. Pius X był też świadom destrukcyjnej siły złotoustego kłamstwa w Kościele. Kontestacja przez grupę sędziów polskiego prawa, agresywne incydenty na manifestacjach KOD-u. Plugawy język osobistości politycznych, groźby pod adresem sprawujących władzę, straszenie jej zwolenników… Przestępcy i zwyrodnialcy na stanowiskach szefów państw, rozpad rodzin, samotność dzieci zdradzonych przez rodziców, męczeństwo dzieci, które matki wyrzucają ze swych łon, „małżeństwa” w obrębie jednej płci – już w pierwszych latach XX wieku ówczesny papież Pius X nie miał złudzeń: tego rodzaju zjawiska w skali masowej, budzące grozę normalnych ludzi, będą się w Europie nasilać. O ile państwa będą nadal podążały drogą, którą wyznaczyła filozofia oświeceniowa, krok po kroku odchodzić będą od wiary w Boga na rzecz „wiary” w człowieka. Wraz z zanikiem wiary w Objawienie kultura chrześcijańska, a z nią moralność – wyznacznik naszej cywilizacji – będzie ustępowała na rzecz kultury i moralności pogańskiej. „Jeśli ludzie nie usłyszą o Bogu, sakramentach i życiu wiecznym” – mówił jeszcze jako biskup Mantui – „wkrótce stracą wszystkie pozytywne uczucia, zarówno obywatelskie, jak i 
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze