Płomienie spod Jasnej Góry polskiego Podlasia

fot. Mariusz Cieszewski MSZ
fot. Mariusz Cieszewski MSZ

Do Grabarki można przyjechać w sierpniu na odpust. Ale można wcześniej. Gdy jest spokojniej. Gdy lepiej słychać okoliczny sosnowy las. Gdy czuć zapach żywicy. I gdy można podejść bliżej. Choćby do tej pani siedzącej przy głównym wejściu do świątyni. – Prosimy nie robić zdjęć! Jest zakaz …Niestety. Bardzo mi przykro… – dodaje jeszcze nieśmiało. – Przepraszam. Nie wiedzieliśmy – usprawiedliwia się mężczyzna prowadzący pod rękę żonę. – Nic nie szkodzi – opatulona w czarną chustę pani podnosi wzrok znad książki. Przed chwilą kolejna para zapragnęła uwiecznić sobie na pamiątkę ikonę obrazującą przemienienie Pana Jezusa na Górze Tabor. Przedstawionego w towarzystwie Eliasza i Mojżesza. Kilkanaście minut wcześniej o podobne zdjęcie postarała się zwiedzająca samotnie cerkiew starsza pani. A przecież zakaz to zakaz. Pani musi pilnować. Taka jej rola. Można za to – gdy wierni podchodzą do ikony, aby ją kontemplować – zapalić pod nią wąską świeczuszkę. Za siebie bądź za zmarłą bliską osobę. Tak to wygląda od wieków. W tym miejscu dokładnie od trzech. – Czy to jest ta słynna ikona Spasa Izbawnika? – szepczę do siedzącej z tyłu cerkwi pani, która przed chwilą upomniała kolejną osobę chcącą zrobić zdjęcie największemu zabytkowi tego miejsca. – Tak, na końcu świątyni na suficie. Niezręcznie mi tak strofować ludzi, ale sam pan rozumie… Takie tu zasady… – uśmiecha się nieśmiało. – Czyli to jest ten słynny wizerunek czczony przez mnichów z okolicznego Mielnika? – dopytuję, czując podskórnie,
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze