Jakże polska litania

Ta litania nie pochodzi z Polski, a jednak tak mocno wpisała się w polską duchowość, polską pobożność i wreszcie polski krajobraz, że trudno sobie wyobrazić naszą ojczyznę bez tej modlitwy. Każdy, kto podróżuje w maju po Polsce, zna ten widok. Obok wiejskich i miasteczkowych kapliczek, wczesnym wieczorem zawsze stoi niewielka (a czasem całkiem spora) grupka ludzi. Nieraz są to przysłowiowe babcie, ale wcale nie tak rzadko widać wśród nich także młodsze postaci, chłopaków i dziewczyny, którzy spokojnym tonem odśpiewują czy po prostu odmawiają Litanię Loretańską. W kościołach w całej Polsce zaś, po Mszy św. wieczornej, zazwyczaj przed wystawionym Najświętszym Sakramentem dzieje się dokładnie to samo. Kapłan z wiernymi odmawiają prostą modlitwę, która – jeśli potraktuje się ją z uwagą i zaangażowaniem – zawiera naprawdę głębokie treści. Ta wspólna modlitwa pozostaje pewnym znakiem rozpoznawczym polskiego katolicyzmu, czymś, czym warto nie tylko się dzielić, lecz także co warto celebrować.  Sam przekonałem się o tym kilka lat temu, gdy po długiej przerwie (spowodowanej „przymusowym”, bo zadawanym jako pokuta po spowiedzi, bywaniem na Litaniach w wieku nastoletnim) wróciłem do uczestnictwa w Litanii. I to nie w rodzinnej Warszawie, lecz pierwszy raz w mojej ukochanej Kalwarii Pacławskiej, na głębokim Podkarpaciu. Atmosfera, śpiew, organy, kadzidło i Najświętszy Sakrament (czyli, przypomnijmy tym, którzy już zapomnieli, dla katolika żywy Pan Jezus) w połączeniu z 
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze