KAC, CZYLI KRAJOWY ALFABET CZARNECKIEGO

D – jak Donek. Przeciętny piłkarz, znany z ostrego faulowania przeciwników, ale też kolegów z drużyny. Znienawidzony przez kibiców. Duża część Polaków chciałaby, aby wytransferować go – czyli, mówiąc ludzkim językiem, sprzedać (nawet dopłacając) – gdzieś poza granice RP, ale jego macierzysta drużyna boi się tego bardziej niż ognia piekielnego, bo to oznaczałoby rozpad zespołu, spadek z ekstraklasy, oskarżenia o korupcję, lewą kasę itd., itp. E – jak entomolog. Oczywiście: Wielki Entomolog, niczym Wielki Językoznawca. Stefan Konstanty Myszkiewicz hrabia Niesiołowski nie łapie już owadów, ale tępi „pisiorów”. Przykład na to, jak doszczętnie i w krótkim czasie przeputać dobrą, antykomunistyczną reputację. Metr Sevres agresji i nienawiści w życiu publicznym III RP.F – jak Fedak Jolanta. Jedyny minister obecnego rządu (niech będzie: ministerka...), którego jakoś tam, po swojemu, szanuje Jarosław Kaczyński. Znana z używania łaciny kuchennej podczas posiedzeń rządu, ale tylko w stosunku do ministra rolnictwa. Nie potępiła publicznie Zbigniewa Ziobry za jego wystąpienie w czasie debaty o polskiej prezydencji w Parlamencie Europejskim, co z całą pewnością spowoduje nadzwyczajne złagodzenie wyroku, gdy Z.Z. będzie znów ministrem sprawiedliwości .G – jak Grabarczyk Cezary. Właściciel sporej części akcji w firmie PO Spółka z o.o. Jego środowisko nazywane jest w politycznym slangu „spółdzielnią”, jednak wbrew pozorom nie kontynuuje
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze