Dwaj Polacy z Tallina

Mieszkają we dwóch na dalekiej estońskiej północy. W mieście, gdzie ludzie raczej się do siebie nie odzywają. Gdzie wpierw trzeba się dobrze poznać. Przebić niewidzialną warstwę nieufności. Tutaj głoszą, tutaj pomagają, tutaj służą. Pewnie woleliby cieplejszy klimat – ten estoński ponoć należy do najmniej sprzyjających człowiekowi. „Ale co poradzić? – odpowiadają. – To przecież służba”. Sople lodu zwisającego spod staromiejskiej dachówki powoli ociekają wątłą strużką wody. Gdy któryś z nich zostanie wystarczająco „obmyty”, gwałtownie odrywa się od stropu i  spada na chodnik. Tym razem jego upadek wraz z hałdą śniegu nie robi nikomu krzywdy. Na  szczęście nikt nie stał w tym miejscu. Spacerowicze tylko nerwowo oglądają się za siebie, lustrując, skąd ten spektakl. Po chwili zastanowienia większość szybciutko oddala się od średniowiecznych elewacji kamieniczek, kontynuując swój spacer środkiem wąskiej uliczki. On jednak jakby nic sobie z tego nie robi. Gdy kupa śniegu z impetem spadła na bruk zupełnie niedaleko jego stóp, nawet się nie obejrzał. Jakby pewien, że jemu i tak nic nie grozi. Jakby wszystko to, co dzieje się w tej chwili dokoła, go nie dotyczyło. Pogrążony w myślach. Nieobecny. Ale nie ponury. Wprost przeciwnie. Obdarzający mijających go przechodniów pogodnym spojrzeniem. Objuczony czarną materiałową torbą z zakupami mija właśnie przyrynkową aptekę. Zręcznie lawiruje między stojącymi w okolicy wejścia turystami. Wszyscy robią sobie pamiątkowe
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze