Przerwany lot ku normalności

Poznań, tuż po wojnie. W Gimnazjum im. św. Marii Magdaleny trwa wieczór ku czci Wojciecha Bąka, poety i zarazem tutejszego nauczyciela. Łzawe wspominki, nastrój refleksyjny. Nagle uczestnicy zamierają. W drzwiach staje bowiem niedoszły nieboszczyk Bąk – żywy i strasznie całą sytuacją ubawiony. Wiele mówi się o ofiarach PRL-u: represjonowanych przez państwo, katowanych przez UB. Mało mówi się o Wojciechu Bąku, któremu od bicia „tylko” pogorszył się słuch. Wiele mówi się o internowanych, tych, którzy gnili w więzieniach. Mało mówi się o Wojciechu Bąku, który siedział „tylko” w szpitalu psychiatrycznym. Wiele mówi się o tych, którzy musieli opuścić ukochaną ojczyznę. Mało mówi się o Wojciechu Bąku, który wyjechać chciał, lecz nie było mu dane. O Bąku mówi się mało, ale i tak ostatnio więcej niż przez dziesięciolecia. Nieoceniona jest tu zasługa Joanny Siedleckiej, która jego losy opisała w książce „Obława. Losy pisarzy represjonowanych” (m.in. z tej publikacji korzystałam, kreśląc niniejszą sylwetkę). Pochwała należy się także wszystkim dziennikarzom, którzy od czasu do czasu przypominają tę historię. Bo sprawa Bąka jest niezwykła, podobnie jak niezwykła była zmowa milczenia, jaka latami trwała wokół jego postaci. Ale od początku.Jak „heretyk” został poetą religijnym Przez całe życie związany był z Wielkopolską. Na świat przyszedł 23 kwietnia 1907 r. w Ostrowie Wielkopolskim, prawie całe życie mieszkał w Poznaniu. Dorastał w biedzie. Ojciec, z 
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze