Tutaj Wojtyła rozmawiał z Niebem

To jedno z najstarszych sanktuariów maryjnych na świecie. Położone na wznoszącej się 1018 metrów n.p.m. Wulturelli, czyli „Górze Sępów”. Nazwa dziś już nieużywana. Zastąpiła ją Guadagnolo. To na jej wschodnim zboczu ulokowane jest miejsce, które pewien nikomu nieznany kardynał wybrał sobie jako jedno z ulubionych w całych Włoszech. I nie zmieniło się to, gdy jego nazwisko poznała cała Ziemia. To był upalny jak na te tereny poranek. W tych górach zwykle było o kilka stopni chłodniej niż nad samym wybrzeżem. A to przecież zaledwie 50 km w linii prostej. Wystarczyło, że nakazał koniowi jechać w góry, i od razu po kilkudziesięciu minutach jazdy odczuwał, jak robi się coraz chłodniej. Widział, że rosną nowe drzewa. Że znikają cytrusy. Że robi się inaczej. Ale tak – tego dnia wyjątkowo nawet na tej wysokości było naprawdę upalnie. Placido jechał ostrożnie. Nie chciał za szybko zmęczyć konia. Wiedział, że dziś czeka ich dłuższa eskapada. Miał czas. Wyjechali przecież o świcie. Jako oficer wojska miał dzisiaj wolne. Żołnierze jego kohorty na pewno też cieszyli się z nieobecności przełożonego. Był przecież oddanym cezarowi trybunem. A skoro oddanym, to trzymającym porządek. Także wśród poddanych sobie legionistów. Ci dobrze o tym wiedzieli. Czuli respekt wobec dowódcy. Czasem wręcz lęk. Dziś Placido wolał jednak o tym nie myśleć. To przecież jego wolny dzień, na który tak długo czekał. Jechał polować. Lubił to robić. Gonitwa za zwierzem zwykle go odprężała. Był
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze