Milczenie kułaka

Dodano: 01/02/2018 - Numer 2 (144)/2018
NAC
NAC

Nie znosił gadać. Na pytania odpowiadał mruknięciami lub po prostu uśmiechał się do rozmówcy, puszczając dym z nieodłącznej fajki. Po Warszawie krążyły opowieści, że jeśli na jakieś pytanie dramatopisarz Jerzy Szaniawski z wysiłkiem wypluł z siebie słowo „tak” lub „nie”, to zaczynała krążyć pogłoska, że „Jerzy się dziś rozgadał”. Życiorys Szaniawskiego na pierwszy rzut oka może wydawać się nudny. Ot, jeden z dramatopisarzy, nazwisko kojarzone, ale nie do końca wiadomo z czym. Siedział całe życie na prowincji i coś tam pisał. No dobrze. Nie coś tam, tylko utwory tłumaczone na wiele języków obcych. Dziś jednak mało kto je pamięta. Milkliwość i niechęć do opuszczania rodzinnego Zegrzynka też nie pomogły mu w budowaniu własnej legendy. Nie był ekscentrykiem, bohaterem anegdot. Nigdy zresztą nie zabiegał o sławę, do stolicy jeździł niechętnie, izolował się. Jednak mimo to życie Jerzego Szaniawskiego nadaje się na scenariusz filmowy. Było w nim wszystko – talent i sztuka, wojna, rozpaczliwa walka z Polską Ludową o zachowanie ziemi i gniazda rodzinnego, wreszcie zaś miłość równie romantyczna co tragiczna. Nie mogłabym napisać tego tekstu, nie wspominając o Krystynie Kolińskiej, autorce książki „Szaniawski. Zawsze tajemniczy”, która swoją pracą wypełniła lukę ziejącą w historii literatury polskiej. Jak to z „dudami” było To właśnie Kolińska podaje, że ród pisarza wywodził się z Litwy, a jego przodek, Mikołaj z Szaniawy, został szlachcicem jeszcze w 
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze