Widma wolności

Od pewnego czasu zastanawiam się nad jakże pięknym pojęciem „wolność słowa”. W Stanach Zjednoczonych gwarantuje ją pierwsza poprawka do Konstytucji USA, zapewniająca „Wolność religii, prasy, słowa, petycji i zgromadzeń”. Żywię wielki szacunek do ojców prawodawców, mam jednak pewną wątpliwość, czy przewidzieli, w jaki sposób ta wolność będzie wykorzystywana w następnych wiekach. Może dlatego, że byli na ogół ludźmi wierzącymi, nie przychodziło im do głowy, że przyznana wolność posłuży do łamania przykazań Dekalogu za pomocą bluźnierstwa czy krzywoprzysięstwa. Na pierwsza poprawkę powoływali się na przykład prawnicy Larry’ego Flynta, otwierając na oścież wrota pornografii.

Teoretycznie przyznana obywatelom wolność miała służyć prawu do obrony, a także ułatwiać dochodzenie do prawdy, jednak szeroko z owej wolności najchętniej korzystają wszelkiej maści demagodzy, którym na żadnej prawdzie nie zależy. A przecież wśród ideałów oświeceniowych do najważniejszych należał ten, że moja wolność nie może nigdy ograniczać wolności drugiego człowieka.
Tymczasem wraz z doskonaleniem środków przekazu oszczerstwo zyskało ogromne pole do popisu i żadna droga procesowa ani wymuszone przeprosiny nie są w stanie zrekompensować krzywd, które czyni pomówienie, kłamstwo, obmowa. Tym bardziej że świat współczesny zrelatywizował pojęcie dobra i zła, przyznając pewnym grupom, nurtom, światopoglądom rolę uprzywilejowaną. Co gorsza, cenzura powraca dziś w postaci poprawności politycznej, która gdzie tylko może, stara się penalizować „mowę nienawiści”, ale tylko taką, która jest skierowana w niewłaściwą jej zdaniem stronę. Wprawdzie Watykan, idąc z duchem czasu, zrezygnował z Indeksu Ksiąg Zakazanych, ale ofensywne lewactwo tworzy go od podstaw. Trafiają tam, o zgrozo, już nie tylko niepoprawne dzieła naukowe, lecz także znakomite klasyczne książki, takie jak „Chata wuja Toma” czy „Przygody Hucka Finna” Marka Twaina (uznane przez Hemingwaya za najważniejszą...
[pozostało do przeczytania 23% tekstu]
Dostęp do artykułów: