Żelazny Kanclerz i tajemnica Gietrzwałdu

fot. arch.
fot. arch.

Oto w tym samym czasie, gdy Żelazny Kanclerz uzgadnia i zatwierdza zastosowanie najskuteczniejszych jego zdaniem brutalnych środków przeciw wierze i kulturze Polaków, w małej polskiej wiosce, na terenie Prus Wschodnich, dwóm polskim dziewczynkom z chłopskich rodzin 160 razy ukazuje się Matka Boża. Gdy gruchnęła wieść o objawieniach Matki Bożej w Gietrzwałdzie, osobą, która najmocniej w państwie pruskim doświadczyła Nieznanego dotąd uczucia ucisku w gardle, był Otto von Bismarck (1815–1898). Kanclerz Rzeszy Niemieckiej – wytrawny dyplomata, wybitny polityk, człowiek nieprawdopodobnie silnej woli, uparty i pewny siebie. Uwielbiany przez cały pruski świat. Zwłaszcza wielkich posiadaczy ziemskich w Prusach, junkrów, szczycących się stopniami oficerskimi – wywodzących się często ze sprotestantyzowanych rodów Krzyżaków – oraz mieszczan i ambitnych wojskowych, a także sceptyczną religijnie, rozpolitykowaną inteligencję protestancką. Bismarck potrafił okazać tak niebywałą zręczność w polityce na rzecz rozwoju potęgi Prus, być tak skutecznym i przebiegłym graczem na forum europejskim – tak przy tym uprzedzająco gasić całkiem wtedy realne nadzieje Polaków walczących w powstaniu styczniowym na poparcie Anglii i Francji – że nawet Francuzi nie potrafili ukryć podziwu. „Tęgi łeb”, słynący z elegancji i dowcipu, ironiczny i błyskotliwy, miał też swoje słabości. Był snobem. Nadmiernie czasem czułym na zachwyty dam. Biegle władając francuskim i angielskim, nazywał swoją
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze