Najbardziej cierpliwi zostaną wynagrodzeni

To po prostu musi tak wyglądać. Tak wybrzmiewać. Dostojne chorały dochodzące z ciemnych murów monastyru. I świeca, którą zapaliła właśnie jedna z pań. Tych opatulonych w czarną chustę na głowie i ramionach. No popatrz tylko. Co za uparty palant!” – Mariusz jest wyraźnie zdenerwowany. Trudno się zresztą dziwić. Od pewnego czasu bezskutecznie próbujemy złapać stopa jadącego z Gruzji do Armenii. Do granic między tymi dwoma państwami zostało już zaledwie 40 kilometrów. Biała wołga, prowadzona przez kierowcę, na którego tak wściekł się mój towarzysz podróży, zawraca po nas kolejny raz. To taksówkarz. Już raz mu podziękowaliśmy za usługę. – Łapiemy auto-stopa! Au-to-sto-pa!” – tłumaczy zdenerwowanym głosem Mariusz. – Spasiba! Dziękujemy! U nas niet diengi! Nie mamy kasy! – usiłujemy raz jeszcze zbyć natrętnego taryfiarza naszym łamanym rosyjskim. Siedzący za dużą kierownicą mężczyzna macha ręką, byśmy wchodzili. – Skolko chacecie dać? – wydobywa z siebie. – Nic. Nie mamy pieniędzy. Tylko na jedzenie. Czekamy na stopa. Łysiejący kierowca przez chwilę zamyśla się, by po chwili wystawiwszy rękę na pożegnanie odjechać. – Uff… – oddycha z ulgą Mariusz – ciekawe, ile okazji przejechało nam przez ten czas? – Sądząc po ruchu, nie za wiele… – ironizuję, wskazując na pustą szosę. Wypalona górującym słońcem nie wydaje z siebie od pewnego czasu żadnego dźwięku świadczącego o zbliżającym się pojeździe. Coś marnie to wygląda. Dwa auta na dziesięć minut? Słabo jak na trasę
     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze