Kolka pod Chivay

Nieprzyzwoicie tani kurczak w obskurnym barze. Opary dymu na opalonych twarzach mijanych przycupniętych na krawężniku Indianek. I ten późnowieczorny spacer pośród lokalnych mieszkańców. Tak je zapamiętam. Odpoczywa. Rozłożył się na plastikowym krzesełku na zapleczu jego baru. Ricardo dobrze wie, że tylko tutaj może mieć swój azyl. Poza pracującą z nim żoną do tego miejsca nikt nie ma wstępu. Nikt go nie zobaczy. Nikt nie będzie mu zawracał głowy. Przynajmniej teraz. Przez uchylone drzwiczki ewakuacyjne wpada nieco świeżego powietrza do zatęchniętego zaplecza knajpy. Można zapalić papierosa. Nawet jeśli któryś z klientów poczuje zapach tytoniu, najpewniej zrzuci to na ogólny zaduch panujący wewnątrz baru. Ricardo przymyka na chwilę zmęczone oczy. Byle tylko nikt go teraz nie zawołał. Żona przyrządziła już zamówioną przez stałą klientelę zupę. Ci, którzy chcieli kurczaka, też już go dostali. A przecież jest już dobrze po zmroku. Nieraz o tej godzinie już zamykał interes. Ale dziś nie wypada. Przy niektórych stolikach nadal przecież siedzą klienci. Musi poczekać. Jeszcze trochę. Byle tylko nie pojawił się nikt nowy. Nie dziś. Na ten dzień ma już bowiem serdecznie dosyć.Gdy kiszki grają marsza Delikatny swąd pieczonego kurczaka wydobywa się z ciemnego otworu w odrapanej z tynku ścianie budynku. Chwila wahania. Czy aby na pewno to jest to miejsce, do którego chcę zajść w poszukiwaniu obiadu? Chyba trzeba będzie zaryzykować. Nie mam wyjścia. Na
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze