Lekcje Madame Sophie

Kiedy w sierpniu 1944 r. Zofia Schuch wyszła z kanału na Nowym Świecie z plecakiem pełnym sprzętu medycznego, natknęła się na elegancką panią, ufryzowaną i pachnącą perfumami, która zapytała zgorszona, dlaczego jest tak umorusana. „Wyszłam z kanału”. „Ach, z kanału! Jakie to romantyczne! Czytam właśnie powieść francuskiego pisarza o podziemnym świecie pod Paryżem”. Zofia bezbłędną francuszczyzną podała nazwisko autora i tytuł tej powieści, zacytowała kilka myśli Wictora Hugo, po czym zostawiła osłupiałą damę i pognała z ciężkim plecakiem dalej. Czy łatwo sobie wyobrazić policjanta, który łączy fantazję, zamiłowanie do przygód, fascynację przyrodą, wykształcenie humanistyczne i techniczne, czułość i mądrość wychowawczą w stosunku do własnych dzieci (której im, Zofii i Tadeuszowi, tak zazdroszczono), i oddanie, wręcz bezgraniczne, wobec młodszych policjantów i kandydatów do zawodu? Komendant Jan Schuch odcisnął niezatarte piętno na historii Policji Państwowej w odrodzonej po 1918 r. Rzeczypospolitej. Jego życie zakończyło się gwałtownie w 1940 r. Ten zastępca szefa Policji m.st. Warszawy w randze nadinspektora (odpowiednik generała brygady), potomek spolonizowanej rodziny niemieckiej, mógł uniknąć losu skazańca osadzonego w twierdzy w Dniepropietrowsku. Zbyt chory, by dołączyć go do grupy polskich oficerów, więźniów Ostaszkowa – co było zamysłem NKWD – zmarł w celi, którą wykuto w skale sześć poziomów pod ziemią. Żył bez ciepłego ubrania, bez możliwości
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze