Puch wcale nie marny...

Dzisiejsze równouprawnienie Europejki zawdzięczają szczególnemu splotowi okoliczności, które stworzyły naszą cywilizację. Mało ludzi zdaje sobie sprawę, że pewne rzeczy, uchodzące za oczywiste oczywistości, były na przestrzeni dziejów dobrem rzadkim. Należą do nich demokracja, pokój i prawa kobiet. Czy jakiejkolwiek feministce przychodzi do głowy, że może artykułować i realizować swoje postulaty wyłącznie tu i teraz, w dodatku w naszym kręgu cywilizacyjnym? Jeżeli odrzucimy legendy o Amazonkach i wyłączymy sferę bogów i królów, niewiasta zawsze była traktowana jako zło konieczne, element inwentarza domowego mężczyzny. I nawet w idealizowanej przez Marksa wspólnocie pierwotnej nie była mu równa. Mężczyźni polowali i wojowali, kobiety rodziły dzieci, pilnowały domowego ogniska, uprawiały rolę i ten podział funkcji utrzymywał się przez tysiąclecia. Niewiasty w wyniku biologicznych ograniczeń stawały się towarem, łupem, trofeum, rozrywką – i to niezależnie od epoki. Nawet w kulturalnej Grecji nie były one pełnoprawnymi uczestnikami tamtejszej demokracji – w sympozjonach, i owszem, towarzyszyły filozofom hetery, ale „kobiety przyzwoite” siedziały w domach. Zresztą ich mężowie i tak pod każdym względem woleli chłopaków. Na dodatek córki Ewy krępowane były przez liczne tabu, rytuały dotyczące dziewictwa, nieczystości, nawet na stosie za czary spalono wielokrotnie więcej pań niż panów. Dzisiejsze równouprawnienie Europejki zawdzięczają szczególnemu splotowi
     
59%
pozostało do przeczytania: 41%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze