Religijna kontrrewolucja

Dodano: 03/12/2016 - Numer 12 (130)/2016

Donald Trump nieszczególnie nadaje się na bohatera ludzi religijnych, ale to właśnie on stał się liderem, który poprowadził konserwatywnych chrześcijan (w tym katolików) do pierwszego od dawna zwycięstwa w wyborach prezydenckich. Wyliczanie wad i słabości Donalda Trumpa zajęłoby sporo czasu. Trzy żony, stosunek do kobiet i ludzkiej seksualności, poglądy religijne odległe nawet od protestanckiej ortodoksji (by wymienić tylko uznanie pozytywnego myślenia za najlepszą teologię) – wszystko to zdecydowanie nie powinno zbliżać ani ewangelikalnych chrześcijan, ani tym bardziej katolików do tego akurat polityka. Jeśli do tego dodać złośliwości, jakich Trump nie szczędził papieżowi Franciszkowi (ten ostatni mu się zresztą za nie rewanżował) – obraz stanie się pełny. A jednak nie ma co ukrywać, że Donalda Trumpa do władzy wyniosły nie tylko potężny kryzys ekonomiczny, brak poczucia wartości rzesz Amerykanów i uznanie, że elity ich oszukują, lecz także ogromny impuls religijny, który ożywił konserwatystów w różnych wyznaniach. Impuls ten od dawna jest żywy, ale od dwóch kadencji Baracka Obamy nie udało się znaleźć kogoś, kto byłby w stanie poprowadzić konserwatywnie myślących Amerykanów ku zwycięstwu. Ani nieszczególnie religijny, choć o pięknej historii życia John McCain (notabene też dwukrotny rozwodnik), ani mormon Mitt Romney nie zdołali pokonać kandydata skrajnej lewicy. Udało się to dopiero Trumpowi, który jeszcze kilka lat temu głosił poglądy – najdelikatniej
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze