Putin i Trzeci Rzym

Wlatach 90. zeszłego wieku uległem podobnej iluzji, jak Szwedzi w „Potopie” powtarzający po bitwie pod Gołębiem: „Nie masz Czarneckiego!”. Uwierzyłem w rozpad Związku Sowieckiego. Tymczasem, że zacytuję bon mot Romualda Szermietiewa: „Związek Sowiecki nie tyle się rozpadł, co schował”. Oczywiście dzisiejszej Rosji Putina brak imperialnego rozmachu ery Breżniewa. Ale czy całkiem jest bez szans? Owszem, demograficznie spadła na koniec pierwszej dziesiątki państw, ekonomicznie jest postrzegana jako zapóźniony krój surowcowy, a pociecha, że może świat i siebie usmażyć w atomowym piekle, to rozumowanie na poziomie Kim Dzong Una z Korei Północnej. Główną przesłanką do wystawiania świadectw zgonu była śmierć komunistycznej ideologii pozwalająca tworzyć iluzje nowego, lepszego świata pod egidą Moskwy. Durniów gotowych umierać za raj na Ziemi nie brakowało, ale rosyjski imperializm to religia wyłącznie dla Wielkorusów. Jako mocarstwo wyprzedziły Rosję Chiny, wkrótce pewnie dogonią Indie… I nagle znalazł się pomysł. Pojawili się ideolodzy w rodzaju Aleksandra Dugina i Putin zaczął ich słuchać. Zdiagnozowano główny powód dekadencji Zachodu, odwrót od religii i terror politycznej poprawności. Dzięki doskonałej propagandzie zaczęto przedstawiać Rosję jako kraj odradzającej się wiary (nie szkodzi, że odbudową Cerkwi sterowali wypróbowani towarzysze z KGB), nadziei na rechrystianizację Europy, szansę na postawienie tamy szaleństwu LGBT i okiełznanie islamskiego zagrożenia
     
47%
pozostało do przeczytania: 53%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze