Wyścig inny niż wszystkie

Tętent końskich kopyt. Co za szczęście, że chociaż one są trzeźwe. Jeden z uczestników już po kilku pierwszych kłusach swojego wierzchowca obsuwa się na bok. W tej pozycji pojedzie najwyżej jeszcze kilka metrów. Wreszcie spada. Jest na tyle blisko startu, że zapewne zaraz podbiegną do niego bliscy. Ci sami, którzy wspólnymi siłami usadowili pijanego krewnego w siodle. Teraz znów się udaje. Klepnięcie otwartą dłonią w zad konia i można jechać dalej. – Deeees... despertarse! – odgłos jego gardłowego barytonu przenika przestrzeń wąskiej szutrowej uliczki. Na próżno. Leżący na ziemi mężczyzna najwyraźniej i tak nic nie słyszy. O tym, że żyje, świadczy jedynie wydobywający się spod niego pochrapujący pomruk. – Despertarse! – ponownie wydziera się starszy człowiek, opierając się jednocześnie o ścianę pobliskiego kamiennego domu. On też powoli nie ma siły. – Silencio, por fa!!! – tym razem słychać w odpowiedzi przytłumiony kobiecy głos. Zza ściany którejś z okolicznych chat. Ktoś widocznie nie wytrzymał. Żąda ciszy. Trudno się dziwić. Jest grubo przed piątą. – Ej… – tym razem mężczyzna próbuje szeptem. – Despertarse… Obudź się. Wstawaj. Ej… Już pora. Pobudka nadal okazuje się bezskuteczna. Nie ma więc wyjścia. Starszy mężczyzna zarzuca śpiocha na ramię. Dopiero teraz widzi wytaczającą się spod jego brzucha butelkę quezalteca. Jest pusta. Dźwięk odbijającego się o kamienie szkła znów sprawia, że na uliczce robi się głośno. – Silencio, por fa!!! – słychać znajomy
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze