Niebiańska rosa pod Gargano

Dodano: 03/10/2016 - Numer 10 (128)/2016

Sami Włosi mówią na Półwysep Gargano „ostroga Italii”. Ktoś mógłby dodać – „Boska ostroga”. To bowiem niezwykle ciekawe, że właśnie w okolicy tejże ostrogi Opatrzność skomasowała aż tak wielką liczbę niezwykłości. Chustę z Manoppello, objawienia Michała Archanioła, cud eucharystyczny w Lanciano. Czy wreszcie historię życia pewnego Włocha... Jest lato 1887 r. Włoska mieścina na wschodzie Półwyspu Apenińskiego. Na mapach widoczna jako Pietrelcina. Maleńka, nieznana światu. Zamieszkana przez 3 tys. ludzi. Może nawet i mniej. W większości ubogich chłopów. Rolników, pasterzy. I kilku drobnych rzemieślników. Ludzi zamieszkujących szarokamienne wąskie domki przylepione do wielkiej stromej skały. Ta zaś wznosi się z początku łagodnie, by w części szczytowej, nabrawszy stromości, nagle, niczym urwisko, opaść mocno na drugą stronę w dół. Tworząc w ten sposób stumetrową przepaść. Sami mieszkańcy nazywają tę część skały „Castello”. To znaczy „zamek”. Zamek pełen wąskich uliczek, skalnych wąwozów, labiryntów o fatalnej nawierzchni, utrudniającej dostanie się do własnej chaty. Chaty, znad której co rusz wychyla się jakiś skalny nawis grożący zawaleniem. Pietrelcina, skalne miasteczko. Zamkowe miasteczko. Od kilku tygodni również miasteczko niewyspanych. Oto bowiem z jednej z szarokamiennych chat dzień w dzień, noc w noc słychać płacz dziecka. – Nie! Już nie wytrzymam! Doooość! – pomruk Grazio przeszywa krótką chwilę przerwy w dziecięcym szlochu. – Gra… – pieszczotliwie
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze