U mistrza Mirona pachnie kapustą

Dodano: 03/10/2016 - Numer 10 (128)/2016

W młodości poeta Miron Białoszewski dzielił lokum z uciążliwym sublokatorem. Ten – jak wspominają znajomi poety – regularnie gotował kwaszoną kapustę, najwyraźniej stanowiącą podstawę jego diety w trudnych, powojennych czasach. Garnek stał na kozie, czyli żelaznym piecyku. Ten zaś zajmował centralne miejsce w długim i wąskim pokoju, jaki przyszło dzielić obu mężczyznom. Legenda głosi, że w niektóre dni zamiast kapusty w garnku gotowały się skarpetki nieszczęsnego współlokatora. Ze wspomnień tych, którzy w owym mieszkaniu bywali, wynika jednoznacznie, że zapach był zawsze taki sam.  O sublokatorze-amatorze kapusty opowiada Stanisław Prószyński, w tekście zamieszczonym w książce „Miron. Wspomnienia o poecie”. Pokój  z sublokatorem był jednym z powojennych adresów Białoszewskiego. Jeszcze przed II wojną światową poeta mieszkał na Woli. Urodził się 30 lipca 1922 r. w Warszawie, a dokładnie – na Lesznie. Jak wspominała matka poety, Kazimiera Białoszewska-Piekutowa, to dawne Leszno, dziś Świerczewskiego. – To było w stronę Woli, ale rogatek już nie było, to raczej było tam, jak jest Wronia, no i plac Kercelego, to w tym odcinku. Leszno i ten kościół, co tam jest, Panny Marii. W oktawę Bożego Narodzenia tam się zbierały procesje. Miron chodził zobaczyć. Nie wiem, czy to ciągnie takie coś, dzielnica urodzenia, on mówi, że czasem i teraz idzie tam, bo ma sentyment – wspominała w jednej z audycji radiowych. Matka mówiła, że młody Miron bardzo lubił uczestniczyć we
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze