Nienawiść – korzenie i owoce

Można sobie zadać pytanie: czemu służy nienawiść? Emocja pod każdym względem destrukcyjna i ze wszech miar obrzydliwa.

„Boże, chroń mnie od nienawiści” – śpiewał kiedyś Przemek Gintrowski. Dziś chętnie cytowany przez tych, którzy nienawiść uczynili sensem swego życia.
Do czego jest potrzebna? Głównie stanowi paliwo do walki. Człowiek ze swej natury jest istotą racjonalną i dobrą. Czynienie zła na zimno jest dla niego trudne i – wyjąwszy niewielką grupę cyników – niewykonalne.
By stało się to możliwe, potrzebny jest mocny stan zaślepiania, odporności na argumenty i empatię, wreszcie zwykły strach, i ten stwarza nienawiść.
Doskonale wiedziały o tym systemy autokratyczne, pielęgnując nienawiść i odczłowieczając wroga.
By móc walczyć z chrześcijanami, trzeba było wpierw wmówić, że zatruwają studnie i że spalili Rzym. Do mobilizowania gniewu ludu przeciw Żydom nie wystarczała tylko ekonomiczna rywalizacja i różnice kulturowe, potrzebna była uporczywa legenda o krwi chrześcijańskich dzieciątek dodawanych do macy…
A ileż wysiłku w kreowanie wroga włożyły nazizm i sowiecki komunizm, by osiągnąć pożądany stan wrzenia społeczeństw. Hitlerowi udało się obarczyć Żydów winą za klęskę w wielkiej wojnie, utratę przez Niemcy kolonii i części terytoriów, o globalne spiski i polityczną niemoc Republiki Weimarskiej. Bez eskalacji nienawiści do granic wcześniej nienotowanych nie udałyby się Niemcom ani Holocaust, ani prowadzenie wojny totalnej, gdzie przeciwnik jest podczłowiekiem. Boleśnie doświadczyli tego Polacy, porównując najeźdźców z okupacji z czasów pierwszej wojny z szaleńcami z drugiej.
Liczba wrogów ZSRS była większa i bardziej różnorodna – międzynarodowa finansjera, rządy państw kapitalistycznych, wszystkie partie z prawicy i lewicy, poza tymi zrzeszonymi w Kominternie, choć – jak świadczy los KPP – nie do końca. Co do wrogów wewnętrznych, ich lista przypominała bęben, gdy unicestwiono jednych, pojawili się...
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: