Z dziejów zwiastowania

Dodano: 04/01/2017 - Numer 1 (131)/2017

Czarna toyota znika. Znak restauracji McDonald’s zastępuje pustynny krzak. Rośnie dokładnie w tym samym miejscu, co wielki gmach fast fooda. Między półpustynnymi wzgórzami i suchymi mchami. Gdzieniegdzie z piachu wystają usychające badyle. Wąską, rozwrzeszczaną klaksonami, pnącą się stromo w górę ulicę zastępuje jeszcze węższa udeptana ścieżka. Prowadzi do Nazaretu. Możecie tutaj stać. Będę pilnował. – Sympatyczny Arab chyba widzi nasze zakłopotanie. Zresztą, po obrazku, który w tej chwili obserwuję, naprawdę nietrudno o taką konstatację. Oto bowiem przed nim biały przybysz od kilku już chwil uważnie obchodzący swoje auto i rozglądający się, czy na pewno stoi w dozwolonym miejscu. To fakt. Obchodzę krawężnik, sprawdzając, czy nie najechałem na niego kołem. Pomny otrzymanego kilka dni temu mandatu z Tel Awiwu, sprawdzam też jego kolor (w stolicy Izraela kolor krawężnika oznacza możliwość bądź zakaz parkowania w danym miejscu). Wreszcie udaję się na koniec chodnika, aby dokładnie prześledzić arabskie umieszczone znaczki pod znakiem drogowym. Słowem: robię wszystko, co w mojej mocy, aby tym razem papierowy świstek z niezrozumiałymi arabskimi i hebrajskimi krzaczkami i jedną jasną adnotacją, napisaną w znanym mi języku – o 250 szeklach kary – tym razem nie pojawił się za wycieraczką zaparkowanego nieprawidłowo samochodu. Z drugiej strony, nie bardzo mam wyjście. To był jedyny wolny fragment wypełnionej szczelnie ulicy porannego Nazaretu. Samochody wyjeżdżają z 
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze