Różaniec, wampir i koty

Łobuz ze Lwowa, bon vivant, który szlajał się po knajpach dniami i nocami, by nad ranem jako ostatni opuścić restaurację – tak zapamiętali Wojciecha Kilara przyjaciele z młodości. To z tego łobuza wyrósł wielki kompozytor, podziwiany przez Jana Pawła II. A także artysta, którego wrażliwość nie potrafiła zaakceptować pogardy, z jaką elity III RP traktują szarych Polaków. Wojciech Artur Kilar, wsławiony nie tylko muzyką filmową, lecz – może przede wszystkim – także kompozycjami, które zrewolucjonizowały muzykę klasyczną, urodził się 17 lipca 1932 r. we Lwowie. Jak podaje Maria Wilczek-Krupa, autorka biografii Kilara zatytułowanej „Kilar. Geniusz o dwóch twarzach”, matka kompozytora, Aniela Neonilla Batik, pochodziła z Podola, z miasteczka o nazwie  Bóbrka. Na świat przyszła w 1906 r. w rodzinie chłopskiej. Mimo to miała spore ambicje. Po ukończeniu Seminarium Nauczycielskiego Żeńskiego im. Adama Asnyka we Lwowie, postanowiła zostać aktorką. W tym celu rozpoczęła kursy aktorskie w lwowskim studiu Wandy Siemaszkowej. Z kolei ojciec kompozytora, pochodzący z Żółkwi Franciszek Kilar, był cenionym we Lwowie lekarzem-ginekologiem. Para pobrała się na trzy lata przed pojawieniem się na świecie Wojciecha. Małżeństwo Kilarów było dziwne. Ojciec wiecznie się zakochiwał. Matka zaś nie zwracała na te miłostki uwagi. Ostatecznie jednak to w jej życiu pojawił się inny mężczyzna. Ale po kolei. W 1937 r., kiedy Wojciecha, wykazującego od najmłodszych lat talent muzyczny,
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze