Tak smakuje Laos

Dodano: 04/07/2016 - Numer 7 (125)/2016

Jest taka kraina. Daleko stąd. Za górami, za lasami. Za kolejnym meandrem rzeki. Za kolejnym wodospadem. Kraina, do której nie prowadzą już żadne szutrowe ani gliniaste drogi. Gdzie nie ma dworca ani nawet przystanku. Nic, tylko kilka drewnianych chałupek w cieniu wysokich mogotów... To kraina, do której można dostać się już tylko łodzią. Bo to jedyna droga. I tak też się tutaj dostałem. Kombinowałem, szukałem, ale, niestety: ostatecznie nie było innej możliwości. Przede mną dwa dni płynięcia – wpierw Mekongiem, a potem Nam Ou. Dwa dni na twardych drewnianych deseczkach imitujących siedziska na chybotliwej łódce. W pozycji nisko kucającej. Dwa dni. Może jednak po kolei… Gdy ktoś cię zapyta… – Asiu, jak będziecie w Laosie, to koniecznie, ale powtarzam: koniecznie, powinniście poświęcić kilka dni, aby się tam dostać – nie cierpię kogokolwiek do czegoś zmuszać ani tym bardziej ingerować w czyjeś plany, ale gdy dziewczyna zapytała mnie, czy mam jakieś „swoje” miejsce w tym dalekim i mało znanym państwie Azji Południowo-Wschodniej, dobrze wiedziałem, że ta rozmowa nie może potoczyć się inaczej. Że zrobię wszystko, aby zmienić ich plany i namówić na choćby najkrótszą wizytę w mojej krainie. Tej „zza gór i lasów”. Tej z „drewnianymi chałupkami w cieniu mogotów”. Zatem kontynuowałem. – Wyobraźcie sobie wioseczkę na końcu świata. Ona nie leży nawet przy głównym nurcie Mekongu. Nie! To by było zbyt proste. Trzeba odbić w jeden z jej dopływów. I płynąć dalej. Dwa dni.
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze