O szwagrze Bierezina, co chciał hodować kozy w Ameryce

Dodano: 03/05/2016 - Numer 5 (123)/2016

Po tym, jak poeta i opozycjonista Witold Sułkowski wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, musiał znaleźć jakieś źródło utrzymania. Najpierw pracował jako pomocnik kucharza, ostatecznie trafił do „Głosu Ameryki”. Jak wspominał, regularnie uczestniczył w audycji pt. „Country Music” prowadzonej przez panią Nowotarską. Problem w tym, że prowadząca tytuł audycji wymawiała jak „Kąfry Józek”. Ostatecznie do „Głosu” przyszedł list. Nadawca pisał z czułością: „Drogi Józefie Kąfry”. I prosił domniemanego Kąfrego o wsparcie finansowe w jakiejś sprawie. Wspomnianą anegdotę Sułkowski opowiadał Zofii Kotkowskiej. Wywiad ukazał się w „Tyglu Kultury” 7 września 2003 r., już po śmierci poety. Nim jednak Sułek – jak o nim mówili znajomi – trafił do Ameryki, przeżył prawie 40 lat w Polsce. Urodził się, 10 września 1943 r. w Warszawie. Jaka była jego rodzina? Paweł Spodenkiewicz w tekście „Mistrz małych form”, który przypadkiem odnalazłam na stronach Urzędu Miasta Łodzi, pisał, że poeta lubił opowiadać o swojej rodzinie, która była rodziną szlachecką i to podobno spokrewnioną z ukochaną Adama Mickiewicza Marylą Wereszczakówną, a także polską pisarką Marią Rodziewiczówną. Spodenkiewicz zaznaczał, że opowieści Witolda Sułkowskiego o przodkach były zawsze bardzo barwne, ponieważ poety „nie interesowały suche fakty” i zawsze starał się uczynić opowieść maksymalnie barwną. Spodenkiewicz pisze więc, że dziadek Sułkowskiego „odebrał sobie życie w Mandżurii, strzałem w głowę po
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze