Gdyby nie było demokracji, KOD nie mógłby jej bronić

„Gazeta Wyborcza” usiłowała stworzyć wygodną dla siebie metrykę KOD-u. Miała nią być Pomarańczowa Alternatywa, która walczyła o wolność, była także ruchem artystycznym. KOD tymczasem jest zupełnie inny: walcząc o zmianę władzy, stosuje retorykę, że w Polsce nie ma demokracji czy wolności. Tyle że jego walka jest niekiedy komiczna i karykaturalna, bo tego typu słowa padają na wiecach, gdzie jest kilka tysięcy osób. Nikogo się na nich nie zamyka, nie rozpędza przy użyciu gazu. Na bazie działań KOD-owców powstaje cała masa dowcipów i kalamburów. I to jest dla mnie niesamowite. Zazwyczaj przecież to wokół władzy powstaje cała masa dowcipów – z  Waldemarem Majorem Fydrychem, liderem Pomarańczowej Alternatywy, rozmawiają Magdalena Złotnicka i Jan Przemyłski„Zabrałem się wieczorem za oglądanie filmu z wiecu KOD-u we Wrocławiu, ale na widok gęby Zdrojewskiego, tego miernego politykiera i ministra, powstał u mnie odruch wymiotny. Toteż ten wiec KOD-u wywołał u mnie, dzięki Zdrojewskiemu, po prostu jak najgorsze wrażenia” – pisze Pan na swoim blogu. W tej samej notce stwierdza Pan, że to telefony z „Gazety Wyborczej” zmusiły Pana do zainteresowania się KOD-em. Jakie jest ostatecznie Pana zdanie na temat tego ruchu? Ruch można rozpatrywać różnie. Zacznę kurtuazyjnie od aspektów obiektywnych. KOD jest świadectwem, że w Polsce mamy demokrację, że w ramach prawa do wolności zgromadzeń możemy wyrażać w miejscach publicznych swoje opinie. KOD jest też
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze