Miasto podziurawione

Dodano: 03/04/2016 - Numer 4 (122)/2016

Być może trzymał ukochaną za rękę. Być może widział już oczami wyobraźni ich wspólne rodzinne życie w wolnym domu. Być może wierzył, że to ostatni raz, kiedy boją się tak przeraźliwie jak teraz. I akurat w tej ostatniej kwestii miał rację. To był ostatni raz. W takiej pozycji już zostali. Przez kolejnych osiem dni nie było odważnego, aby wejść na Aleję Snajperów i zabrać ich ciała. Paweł dopiero co zaparkował nasze auto. Jest już bardzo zmęczony. Za nami kolejne setki kilometrów przejechane wzdłuż bałkańskiego wybrzeża. Kolejne serpentyny czarnogórskiego pogórza Durmitor. Drogi byłej Jugosławii. – Myślę, że się zmienimy. Mam już trochę dość. Idę po kawę. Chcesz coś? – wychodzi markotny w kierunku pobliskiej stacji benzynowej. – Nie, nie chce mi się spać. Zresztą już się zdrzemnąłem w trakcie jazdy. Idź. Posiedzę w samochodzie na wszelki wypadek – odpowiadam, rozkładając na tapicerce mapę samochodową Bałkanów. Najwyższa pora opracować dalszą część marszrutki. Tym bardziej że teraz moja kolej na jazdę. Zaznaczona na mapie na czerwono krajowa „dwudziestka siódemka” wyraźnie odbija zaraz na wschód. Nie wiem, czy jest sens dalej się nią pchać. Będziemy nadkładali sobie drogi. Może warto by zawrócić te kilka kilometrów i dalej jechać nad morzem. Tak chyba będzie szyb… – Biiiiiip!!! – zza naszego forda słychać donośny klakson. W lusterku bocznym dostrzegam czerwoną od złości twarz mężczyzny. Otwieram drzwi, by zaraz usłyszeć stek bałkańskich krzyków. – Gdzie stoisz
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze