Nadzieja świata

Historycy nazwą kiedyś rok 2015 rokiem cudów nad Wisłą. Rokiem przebudzenia. Polaków dla Polski i dla świata. Siew i żniwa! W historii rzadko kiedy coś dzieje się natychmiast. Nawet jeśli drobny incydent, katastrofa lub prowokacja powodują wybuch, materiał palny musiał gromadzić się latami. Moja generacja nie raz przeżywała trudne chwile, spałowani w marcu, czekaliśmy długie lata na „dzień zapłaty”, traciliśmy nadzieję, aby odnaleźć się dopiero po straconej dekadzie. A w 1979r., po „pielgrzymce nadziei” i ujawnionej nagle solidarności? Papież wyjechał, znów zrobiło się szaro, brudno, beznadziejnie. Ale ziarno zasiał szeroko. Po roku wyrosło nas 10 milionów. „Nic nie przemija bez echa, chyba że nic ma pecha” – twierdzi fraszkopis. Wierzę mu. Jako determinista jestem przekonany, że nic nie dzieje się bez powodu, nawet coś równie bezsensownego, jak śmierć czy katastrofa. Bardzo szybko po odejściu polskiego papieża wydawało się, że pokolenie JP II było iluzją, a nauki Karola Wojtyły i Jego zadania dla naszego narodu nie zostały wysłuchane. I jeszcze Smoleńsk! Czy coś mogło wzrosnąć z gleby nasiąkniętej krwią i podlewanej pogardą? A jednak wyrosło. Historycy nazwą kiedyś rok 2015 rokiem cudów nad Wisłą. Rokiem przebudzenia. Polaków dla Polski i dla świata. Śmiano się z George’a Friedmana, gdy prorokował naszemu krajowe rolę mocarstwową. Wzruszano ramionami, gdy papież wzywał do reewangelizacji Europy. Ewangelizować, a po co? Europa potrzebuje więcej konsumpcji,
     
40%
pozostało do przeczytania: 60%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze