CZAS KIBICÓW

Analogiczny proces specjalizacji dotyczy również sportu, stał się on profesją dla niewielkiej garstki zawodowców, całej reszcie pozostawiając rolę kibiców. Można powiedzieć, że dawną barwną chustę rezerwisty zastąpił kolorowy szalik w barwach ulubionej drużyny lub narodowej reprezentacji. Stadion w końcu to jedno z niewielu miejsc wyładowywania zbiorowych emocji z szansą przeżywania uczuć wspólnotowych – lokalnych i ogólnonarodowych. Być może jest to jakiś atawizm przedhistorycznej hordy, ale zbiorowej emocji nie da się porównać z intymnymi przeżyciami w zaciszu domowym czy przy ekranie komputera.

Sportowcy w odróżnieniu od innych kategorii celebrytów zmagają się naprawdę. To nie cyfrowo poprawiane gwiazdy pop muzyki czy artyści wspomagani przez dublerów i efekty specjalne. To oni toczą w zastępstwie nas zastępcze wojny. Nic dziwnego, że byli i są podziwiani. W starożytnej Grecji zwycięzcom olimpiad wznoszono posągi, w Rzymie dobry woźnica z hipodromu czy niepokonany gladiator dorównywali w sławie cesarzowi.

A że nie ma widowiska bez widowni, kibic stanowi dopełnienie sportowca, a także nadaje mu sens. Stąd mecze przy pustych stadionach można uważać za zjawisko z pogranicza cudu. Jednego z tych licznych, które udały się premierowi trampkarzowi.

Przy okazji zamykania stadionów zapomniano o tym, jak wielką siłą mogą być kibice. I jak niebezpieczne bywa zadzieranie z nimi. Zwykle w tym kontekście przypomina się bizantyjską rewolucję Nika czy z nowszych czasów wojnę futbolową między Salwadorem a Hondurasem w 1969 r. Rzadziej przywołuje się mający miejsce w tym samym roku zapomniany ostatni akord „praskiej wiosny”, kiedy zamieszki po meczu hokejowym Czechosłowacja–ZSRR doprowadziły do usunięcia Aleksandra Dubczeka.

Powstanie Nika wybuchło w 532 r. w Konstantynopolu rządzonym przez Justyniana I. Jego początek miał miejsce w hipodromie, gdzie rywalizowały stronnictwa kiboli. Najważniejszymi byli procesarscy Niebiescy i...
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: