Przebudzenie giganta

To była sobota, 15 sierpnia 2015 r. Tytuł jednego z artykułów poczytnego ekwadorskiego dziennika „El Mercurio” głosił na pierwszej stronie: „Wyziewy wulkanu Cotopaxi coraz większe”. Pod tytułem artykułu zdjęcie – olbrzymia pylasta chmura unosząca się nad ciemnoskalnym kraterem największego z aktywnych wulkanów Ziemi. I podpis: „Aktywność sejsmiczna wulkanu skłoniła władze do ogłoszenia żółtego alarmu. Tymczasem okoliczne osady coraz bardziej pokrywają się wulkanicznym popiołem”. Od tamtego czasu oczy całego Ekwadoru bacznie obserwują, jak tym razem zachowa się ich wulkaniczna matka. Quito zagrożone Cotopaxi – najwyższy ze wszystkich nadal aktywnych wulkanów świata (5897 m n.p.m.) – uaktywnił się w piątek, 14 sierpnia, kiedy sejsmolodzy zarejestrowali serie małych erupcji, podczas których góra wyemitowała smugi pyłu i chmury popiołu na wysokość około 8 kilometrów. Było już jasne, że nie są to niewinne pomruki. Cotopaxi obudził się na dobre. I nie byłoby w tym nic budzącego grozę – zazwyczaj w tego typu sytuacji zarządza się po prostu ewakuację mieszkańców górskich osad rozlokowanych w pobliżu wulkanicznego stoku, z reguły cechującego się bardzo małym zagęszczeniem ludności – problem polega jednak na tym, że z Cotopaxi do stolicy Ekwadoru Quito jest w linii prostej zaledwie 45 kilometrów. Biorąc pod uwagę fakt, że pył z wybuchłego przed czterema laty chilijskiego wulkanu Puyehue sparaliżował ruch na lotnisku w oddalonym o 1400 kilometrów Buenos Aires, stolica
     
19%
pozostało do przeczytania: 81%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze