Męczennice parytetu

Najliczniejszą grupę niewiast immunitetowych stanowią tzw. męczennice parytetu. Panie, które nie chcą, ale muszą, albo chcą, ale nie umieją (a niekiedy nawet nie umią). Ku rozpaczy genderystek historia powszechna była dotąd dziejami wielkich białych samców. Kobiety odgrywały w niej rolę ważną, acz poboczną. Nawet przyjąwszy istnienie ongiś matriarchatu i epizodu wojowniczych Amazonek, seksizm panował na świecie niepodzielnie. Do wyjątków należały wolne zawody, które w bardziej cywilizowanych ludach uprawiały wróżbitki, kapłanki i poetessy, co jakiś czas zdarzały się – raczej z przypadku – władczynie. Nie potrzebował też upominać się o parytet najstarszy zawód świata, ale sza! Nie wspominajmy o tym – był popyt, no to była i podaż. Starożytny Rzym, wynalazca tzw. osoby prawnej, dorzucił jeszcze do tego zestawu bizneswoman (choć nie wymyślono wtedy jeszcze tego pojęcia), a średniowiecze – zakonnicę. W wiekach oświecenia i rozumu popękały kolejne bariery i dziś już nie ma zawodów ściśle męskich – są przecież żołnierki i premierki, prezydentki i policjanki, a z czasów PRL-u pamiętamy traktorzystki, spawaczki, a nawet suwnicowe. W zawodach dawniej czysto męskich, takich jak szkolnictwo i medycyna, wypatrzenie samca wymaga obecnie lupy, i nietrudno przewidzieć, do czego dojdzie w polityce. Już dziś mężczyźni powinni się domagać co najmniej zagwarantowanych 30 proc. dla siebie. Kobieta polityk to osobny rodzaj zwierząt politycznych. Rozpada się on na szereg gatunków
     
40%
pozostało do przeczytania: 60%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze