Sezon na izbie wytrzeźwień

Kiedyś poeta Rafał Wojaczek, w ramach jednego ze swoich ekscesów, wyskoczył lub też wypadł z drugiego piętra. Kiedy przyjechało pogotowie, leżał na bruku. Młoda, blada i bardzo przerażona lekarka pochyliła się nad mężczyzną, by stwierdzić zgon. Gdy wyciągała ku niemu drżące ręce, Wojaczek z troską przemówił: „Czy pani doktor źle się czuje?” Powyższą anegdotę znalazłam w numerze „Walki Młodych” z 1987 r. To tylko jeden z setek artykułów, jakie pojawiły się o chłopcu, który pisał wiersze, pił alkohol i popełnił samobójstwo. Co tak fenomenalnego było w Rafale Wojaczku, że do dziś, wiele lat po śmierci, ma rzesze zwolenników, wręcz „wyznawców”, którzy piją alkohol i czytają wiersze przy jego grobie, i równie wielu zagorzałych przeciwników, którzy widzą w nim tylko niewolniczo kopiującego – tyle że z mniejszym polotem – styl życia francuskiego poety Arthura Rimbauda? Kim naprawdę był Wojaczek? Objawieniem poezji współczesnej, które nie zdołało w pełni pokazać swego blasku, czy też przeciętnym początkującym poetą, który znany jest głównie dzięki skandalom? Nim jednak Wojaczek zasłynął jako pijak i skandalista, dał się poznać jako wybitnie utalentowane dziecko. Jak czytamy w artykule „Sam tworzył swą legendę” w „Dzienniku Zachodnim”, Wojaczek przyszedł na świat w same mikołajki, 6 grudnia 1945 r., w Mikołowie. Był drugim z kolei synem pary nauczycieli, Elżbiety i Edwarda. Ojciec ukończył na Uniwersytecie Jagiellońskim filologię polską, niemiecką i klasyczną. Matka
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze