Wielki Kanalizator

Sytuacja, że młodzież mogłaby się poczuć naprawdę obywatelami, zająć polityką i aktywną działalnością na rzecz własnego kraju, spędzała sen z powiek resortowym ojcom i ich dzieciom. Natomiast pozór ubawu i namiastka wspólnoty, jakie dawał Przystanek Woodstock, a jednocześnie aktywność charytatywna Orkiestry były doskonałym dorocznym spuszczaniem pary. „Nic tak nie wzbogaca człowieka jak działalność charytatywna...Oczywiście duchowo” – mówiła przed laty w moim kabarecie Joanna Jeżewska, parodiująca prezydentową Kwaśniewską. Salwy śmiechu miała zapewnione. Dziś ten sam tekst mógłby powiedzieć muppet przebrany za Owsiaka albo i on sam. Od wieków dobroczynność miewała swoje jasne i ciemne strony. Wielcy grzesznicy w akcie ekspiacji budowali kościoły i fundowali klasztory, a bezlitośni wyzyskiwacze u kresu swej drogi życiowej tworzyli fundacje, żeby ujść cało, jeśli nie przed karząca ręką Stwórcy, to przynajmniej urzędu podatkowego. Oczywiście drobna i anonimowa dobroczynność jest cnotą godną wszelkich pochwał. Jest w społeczeństwie wielki kapitał ofiarności, czego dowodem były, nawet w PRL-u, zbiórki na Zamek Królewski czy Pomnik Powstania Warszawskiego. Czemu więc czepiam się wspomnianego Owsiaka, który raz w roku wyzwala aktywność młodzieży przy okazji Wielkiej Orkiestry (i dodajmy – przez resztę roku nieźle z tego żyje)? Dla mnie najważniejsza jest niewiarygodność głównego dyrygenta. Już w PRL-u kwestia, jak zagarnąć młodzież, jawiła się prawdziwą kwadraturą
     
44%
pozostało do przeczytania: 56%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze