Dwie twarze dziewczyny z różą

Podczas Łódzkiej Wiosny Poetów jednym z przemawiających był Jan Bolesław Ożóg, który nachalnie propagował własną poezję. Na sali znajdowała się poetka Dorota Chróścielewska, a ci, którzy siedzieli obok niej, zarykiwali się ze śmiechu. Każdą natchnioną wypowiedź Ożoga przerabiała na fraszkę i puszczała w obieg. Wkrótce prawie wszyscy turlali się ze śmiechu. Powyższa anegdota, opowiedziana mi przez poetę Bohdana Urbankowskiego, świetnie obrazuje nieco złośliwą inteligencję, jaką obdarzona była Dorota Chróścielewska, jedna z najzdolniejszych polskich poetek współczesnych. Poetka, która – mimo profesjonalnego warsztatu literackiego oraz twórczości, jaką doceniali zarówno krytycy, jak i zwykli czytelnicy – dziś jest prawie zupełnie zapomniana. Mieszkanie przy ulicy „medycznej” Poetka urodziła się w Łodzi i całe życie była związana z tym właśnie miastem. Dom, w którym się wychowała, przesiąknięty był miłością do książek, poezji i prozy. Matka Doroty, Honorata, zajmowała się pisaniem, przede wszystkim utworów dla dzieci, zaś ojciec, Tadeusz, poeta, pisarz i tłumacz, był ważną postacią w świecie literackim, współpracował z wydawaną w Łodzi prasą codzienną oraz takimi tygodnikami, jak „Wieś”, „Osnowa” czy „Odgłosy”. Należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, ale jak zgodnie potwierdzają znajomi rodziny, nie popierał komunizmu, a przynależność do PZPR wynikała tylko z tego, że inaczej ciężko byłoby mu działać w świecie literackim. – Zanim wstąpił do partii,
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze