Otworzyć szeroko te drzwi

Tegoroczne kampanie wyborcze postawiły drużynę Jarosława Kaczyńskiego w niezwykle korzystnym świetle, a kierownictwo partii podjęło też wiele śmiałych, fortunnych, perspektywicznych decyzji personalnych.

W ciągu mijającego roku zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości stali się najliczniejszą częścią aktywnego elektoratu i według wszelkiego prawdopodobieństwa rozstrzygnęli ostatnie wybory na korzyść partii Jarosława Kaczyńskiego. Gdy szykował się ten pierwszy od dziewięciu lat jednoznaczny sukces wyborczy, ze środowisk opiniotwórczych, przyjaznych partii Jarosława Kaczyńskiego, posypały się głosy niepokoju, natarczywe ostrzeżenia i umiarkowane przestrogi. Co to oznacza? Jeśli jest tak źle, to dlaczego jest tak dobrze? Czy głosy krytyczne wyrażają wzrost nadziei środowisk obywatelskich i patriotycznych na głęboką zmianę sytuacji w Polsce pod przewodem premiera Kaczyńskiego, są swoistym środkiem nacisku i dopingu – czy też dowodzą, iż PiS staje się kolosem na glinianych nogach, że triumf wyborczy zawdzięcza bardziej słabości rywala niż własnym możliwościom, a granicą jego przyszłych sukcesów jest status wzmocnionej, lecz wciąż bezradnej opozycji bądź kruche, chwiejne, właściwie bezsilne rządzenie?    
„Kaczyński przebił szklany sufit”    
Wiosną, w okresie poprzedzającym wybory do Parlamentu Europejskiego, sondaże stale wskazywały Prawo i Sprawiedliwość jako potencjalnego zwycięzcę zbliżającej się elekcji. Na przełomie kwietnia i maja niektóre firmy przyznawały partii opozycyjnej cztero-, a nawet sześcioprocentową przewagę nad ugrupowaniem rządzącym. Tylko niezastąpione CBOS dawało 30 kwietnia Platformie Obywatelskiej o 8 proc. głosów więcej niż głównemu rywalowi, a pięć dni przed niedzielą wyborczą (tj. 20 maja) przewidywało komfortową, pięciopunktową różnicę. Ostatecznie wyniosła ona zaledwie 0,35 proc., a PO i PiS uzyskały remisowo po 19 mandatów. Rezultat exit polls dawał jednoprocentowe – nieco zawyżone – zwycięstwo partii...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: