Święty Mikołaj życzy socjalistycznego rozwoju osobowości

Dodano: 01/11/2014 - Numer 10 (104)/2014

Opozycjonistów skazanych za działalność w Ruchu, w tym poetę Jacka Bierezina, wypuszczono wreszcie na wolność, więc natychmiast zorganizowali imprezę. Podczas przyjęcia wszyscy emocjonowali się tym, co przeżyli za kratami. Wyjątek stanowił Bierezin, którego w ogóle to nie interesowało. Zamiast opowiadać o więziennych bolączkach, z uporem maniaka pokazywał, jak się zdobywa w górach pionowe ściany, jak się zakłada węzły i gdzie się wbija haki. W tym celu wdrapywał się na drzwi. O tym, jak to poeta właził na drzwi, opowiadał jeden z jego znajomych na łamach „Życia Warszawy” w 1993 r. Anegdotka dobrze obrazuje z jednej strony miłość do gór, z drugiej niechęć do kreowania się na męczennika. Bierezin urodził się w Łodzi 13 marca 1947 r., jego ojciec był pół-Rosjaninem lub pół-Ukraińcem, sam poeta dokładnie nie wiedział. We wspomnianym już artykule znajomi zaznaczali, że zawsze miał w zanadrzu kilka historii tłumaczących, dlaczego nosi rosyjskobrzmiące nazwisko. W jednej z wersji opowiadał, że jego ród wywodzi się od polskiej szlachcianki, zgwałconej w czasie najazdu Tatarów na dworek, w innej jego dziadek miał być białogwardzistą. Poeta wychował się w Łodzi. Już w dzieciństwie rozwijał w sobie zamiłowanie do sportu, jeździł na rowerze, trenował boks. Bardzo szybko zapałał także miłością do gór. Jednocześnie bardzo szybko objawił talent literacki, dlatego też nie dziwi, że zdecydował się studiować polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim. Studiów nigdy jednak nie
     
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze