Poznać wroga

Dodano: 08/09/2014 - Numer 8 (102)/2014

Mogłoby się wydawać, że w konfliktach między państwami przesądza stosunek sił i technologii. Gdyby tak było, do dziś trwałoby Imperium Rzymskie, którego organizacji i legionom nie mogłyby zagrozić watahy barbarzyńców, a Cesarstwo Azteków bez większego trudu powinno poradzić sobie z garstką Hiszpanów mimo ich paru armat i kilkunastu koni. W obu wypadkach zdecydował brak właściwego rozpoznania wroga – Meksykanie uznali najeźdźców za bogów, a intruzi wykorzystali słabość azteckiej władzy, przejrzeli wewnętrzne sprzeczności i pokonali Indian rękami ich samych. Podobnie barbarzyńcy w IV wieku, najpierw przenikali pokojowo przez granice, potem wstępowali do rzymskiej armii i uczyli się jej metod walki, a potem wystarczył tylko bunt germańskich legionów, które nie dostały żołdu. Brak rozpoznania wroga bądź, co jeszcze gorsze, sądzenie go własną miarą należy do kardynalnych błędów polityki. Amerykanie nie mogli wygrać w Wietnamie, ponieważ ich drogocenne rakiety mogące doskonale niszczyć zurbanizowane ośrodki, w Indochinach obracały w perzynę bezwartościowe bambusowe chatki, które można było odbudować w parę godzin. Podobnie klęskę poniosły marzenia o demokratyzacji świata arabskiego. Z perspektywy Nowego Jorku czy Paryża jakoś nie przychodziło do głowy politykom, że mając wolny wybór, wyznawcy islamu wybiorą najskrajniejszych fundamentalistów, przy których Al-Kaida to mięczaki. Taki był efekt demokratycznej rewolucji w Iranie (otrzeźwienie przychodzi po trzech
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze