Dusza sprzedana za poezję

Podczas jakiejś nocnej popijawy w Oborach Stanisław Grochowiak krzyknął w pewnym momencie do zdrowo już zaprawionych kolegów-literatów: „A teraz pokażę wam Białą Damę”. Chwycił w dłoń świecę i zaczął prowadzić pijaną kompanię przez kolejne pokoje. W pewnym momencie faktycznie pojawiła się wysoka postać w długiej, białej koszuli. Następnie rozległ się zgoła niekobiecy, gruby ryk. Rano okazało się, że „Białą Damą” był ówczesny wiceminister kultury. A Grochowiakowi pobyt w Oborach oczywiście wymówiono. Powyższą historię opisuje Zbigniew Jerzyna w tekście „Oto pójdę na brzeg… Wspomnienie o Stanisławie Grochowiaku” zamieszczonym w książce „Wędrówka w słowie”. Historia o „Białej Damie” to jedna z wielu pijackich anegdot, jakie wiążą się ze Stanisławem Grochowiakiem – poetą przez duże „P”, przedwcześnie zniszczonym przez tkwiącego w kieliszku biesa. Grochowiak urodził się w Lesznie Wielkopolskim 24 stycznia 1934 r. Miał dwoje starszego rodzeństwa – siostrę Eugenię i brata Tadeusza. Ojciec, Bronisław Grochowiak, od 1935 r. prowadził kancelarię prawniczą, zaś matka, Pelagia Grochowiak z domu Pawelczak, pochodziła z rodziny kupieckiej. Jak wspominał Teodor Krupkowski, szkolny kolega Grochowiaka, w artykule „Połowa leszczyńskiej powieści” („Literatura” 1986 r.), w Lesznie poeta miał „bardzo liczną rodzinę ze strony matki. Obywatel w obywatela, powszechnie znani, zamożni przedwojenni kupcy z kupców”. Zanim jednak dla „Grochówki”, jak nazywano w szkole poetę, nastał czas
     
4%
pozostało do przeczytania: 96%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze