Kościejowa śmierć Putina

Kościej to zły czarownik, chciwy starzec. Postać bardzo popularna w ludowych bajkach rosyjskich.
Ukraina teraz już na zawsze pozostanie podstawowym i nieprzezwyciężonym problemem dla putinowskiego reżimu, zarówno w wymiarze polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej.
Na zawsze – to znaczy do odejścia tego reżimu. Z tego problemu on już się nie wygrzebie. I to nie z powodu jakiejś podstępnej zewnętrznej agresji szybko przeklętego Zachodu.


Przeciwnie, wszystkie dyplomatyczne i ideologiczne wysiłki Europy (Merkel, Hollande) i wpływowej części amerykańskiego establishmentu (Brzeziński, Kissinger) nawet do tej pory były nastawione na ratowanie twarzy formalnie jeszcze członka G-8, podpułkownika Putina. Co jeszcze raz potwierdza, w jaki sposób, w zasadzie, ten reżim pasuje Zachodowi.
Ćwierć wieku temu sowiecki komunistyczny projekt wszedł w swoje, logiczne, ostatnie stadium. Nomenklatura kagiebowska i partyjna przekształciły swoją absolutną władzę polityczną we własność indywidualną, a na terytorium byłego ZSRS powstał łańcuch kryminalnych „pachanatów”, skazanych na demodernizację i gnicie w miarę przejadania surowcowego spadku posowieckiego.

Uduchowiony mit o Włodzimierzu
Lutowa antykryminalna rewolucja ukraińska, która doprowadziła do upadku „pachanatu” Janukowycza, stworzyła swoim przykładem bezpośrednie zagrożenie dla rosyjskiego reżimu, co wywołało wściekłą reakcję postawionego na jego czele jeszcze w 1999 r. nadzorcę i twardo chcącego pozostać w tej roli dożywotnio pana. Sukces Ukrainy, która wyrwała się z euroazjatyckiej sieci „pachanatów”, stałby się Kościejową śmiercią putinizmu. Putin po prostu byłby skazany podjąć próbę bratniego rozbioru i podporządkowania sobie niepokornej Ukrainy. Błyskawiczna aneksja Krymu stała się pierwszym krokiem w tym kierunku.
Do 18 marca Kijów był celem, aneksja Krymu – jednym z instrumentów jego osiągnięcia. Ale 18 marca miało miejsce wydarzenie przełomowe nie...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: