Wysoka Eksmisja Warszawy Wiecha

W gazecie „Dzień dobry” Stefan Wiechecki prowadził porady matrymonialne, pod którymi podpisywał się jako Józef Gawęda. Nie miał serca do tej pracy i pocieszał się, że na szczęście udziela rad tak abstrakcyjnych, że czytelnicy nie byliby w stanie wprowadzić ich w życie. Jakież było jego zdziwienie, kiedy do redakcji przyszła blondynka z dwuletnim dzieckiem na ręku i zażądała widzenia z Gawędą. Zobaczyła Wiecha i zemdlała. Okazało się, że ojciec jej nieślubnej latorośli przedstawiał się właśnie jako Gawęda z „Dzień dobry” i przy bezpośrednim udzielaniu rad zmajstrował jej dzieciaka. Powyższą historię opisuje Wiechecki w swoich wspomnieniach zatytułowanych „Piąte przez dziesiąte”. Tam także tłumaczy, skąd wziął się jego pseudonim literacki. Otóż swoje reportaże i dłuższe teksty podpisywał pełnym imieniem i nazwiskiem, ale krótkie felietony skrótem „Wiech”. „Żona twierdziła, że robię to przez wrodzone lenistwo […]. Bo ja wiem? Może. Faktem jest, że »Wiech« zwyciężył i stał się moim kryptonimem” – pisał. Wiechecki urodził się 10 sierpnia 1896 r. w Warszawie, a konkretnie – w małym domku na Woli, naprzeciwko kościoła, w którym zginął generał Sowiński. Jego ojciec, Teodor, był właścicielem sklepu mięsnego przy ul. Marszałkowskiej. Z żoną, Ludwiką z Czarniawskich, miał poza Stefanem jeszcze pięcioro dzieci. Jak wspominał Wiechecki, chociaż rodzina opuściła Wolę, gdy miał około półtora roku, bohaterska postawa jednonogiego dowódcy i walki na wolskiej reducie miały na
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze