Żyjąca pustynia

Kultura może odrodzić się nawet na zrujnowanych strukturach, w wypalonych sercach. Trudno się oprzeć wrażeniu, że jak świat długi i szeroki, nie żyjemy dziś w epoce arcydzieł. I to bez względu na dziedzinę sztuki. Tak, jakby rasa gigantów wymarła, a wszystko najlepsze, co było do zrobienia, zostało napisane, namalowane, skomponowane i wyrzeźbione. Paradoks polega na tym, że nigdy na świecie nie było tylu artystów, co teraz, i nie mieli do dyspozycji tak wspaniałych środków technicznych. Prawdopodobnie przyczyn jest wiele. Na pewno rolę odgrywają: powszechna komercjalizacja z zabójczą dla kultury, przypominającą tkankę rakową dominacją reklamy i brak wielkich mecenasów (w dodatku obdarzonych gustem!), którymi ongiś byli Kościół, dwór lub państwo. Elity rozszerzyły się do tego stopnia, że stały się masowe, ale ilość nie przeszła w jakość. Jednak prawdziwym powodem jest – moim zdaniem – to, że mocodawca i nośnik tej kultury – Zachód – zwątpił w siebie, w swoją misję, w twarde idee, dla których warto żyć oraz umierać. A jak nie ma wielkich idei, wielkich sporów i konfliktów, a wszelkie krawędzie zaokrągla poprawność polityczna, nie ma też wielkich dzieł. Zresztą, jeśliby sporządzić listę najważniejszych tematów współczesnej ludzkości żyjącej w ułudzie globalizacji i końca historii – od zderzenia cywilizacji po nietolerancję wypływającą z dyktatury tolerancji – to okaże się, że są one w tzw. sztuce ambitnej (popularna egzystuje trochę lepiej) zgoła nieobecne, np
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze