PIĘĆ TON KARPIA

Nie jest łatwo wpaść na trop pięciu ton karpia. Ta ogromna, zapadająca w pamięć i pobudzająca wyobraźnię góra ryby w naszej literaturze występuje wyjątkowo rzadko. Jeśli więc natrafimy na wzmiankę o podobnym ewenemencie, zróbmy wszystko, aby nie przepuścić okazji i podążajmy za tropem. Dla mnie początkiem wędrówki była nie „Saga o Jarlu Broniszu”, bo tam wątek karpia jest wyjątkowo przemilczany, ale słaba literacko, za to genialna faktograficznie książka prof. Mariana M. Drozdowskiego o Władysławie Grabskim seniorze. Dowiedziałem się z niej, że ten wybitny polityk i gospodarz ze swojego 500-hektarowego gospodarstwa uzyskiwał pięć ton karpia. A ponieważ nie tylko chciałem się o tym dowiedzieć i nie sama waga karpia była tu ważna, ale obraz gospodarstwa, w którym takie cuda się działy, musiałem sięgnąć do źródła jeszcze innego. I tu przygoda doprowadziła mnie do wspomnień syna wybitnego polityka, Władysława Jana Grabskiego. Ucieszyło mnie to bardzo. Nie ma nic lepszego dla kogoś, kto szuka zmysłowego obrazu świata, niż wspomnienia z dzieciństwa. Dorosły kopie dziury, zalewa wodą i wpuszcza ryby. Dziecko przeżywa misterium. Na początku odrzuca zmianę. „[... ] na miejscu zaczarowanego królestwa dzikich ptaków i roślin płaszczyło się parę włók podmokłego gruntu, podzielonego oklepaną darnią na dwie kwatery, łączące się regularnymi kopcami drewnianych mnichów. Przestronne to i nieładne”. Parę włók podmokłego gruntu? A gdzie podziw dla gospodarskich umiejętności ojca? Gdzie jest
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze