Korupcja w roli baseballa

Od 12 lutego, gdy zaczęły się protesty, zginęło już 28 osób. 350 zostało rannych. Wszystko to jednak wyłącznie przypadki zgłoszone. Szacuje się, że poszkodowanych w wenezuelskiej rewolucji jest dziś już znacznie więcej. Światowa prasa coraz częściej zaczyna nazywać plac Altamira (główny plac, na którym gromadzą się protestujący) wenezuelskim majdanem…

Przypomnijmy pokrótce, jakie były główne powody rewolucji dokonującej się dziś na wenezuelskich ulicach. Demonstranci sprzeciwili się nadmiernym kosztom polityki socjalnej rządu, galopującej inflacji, wszechobecnej korupcji i wspieraniu przez Wenezuelę słabych gospodarek (jak choćby zaprzyjaźnionej politycznie Kuby). W Caracas, przeszło 2-milionowej aglomeracji, od lat coraz częściej zdarzają się przerwy w dostawie bieżącej wody czy prądu. W sklepach coraz trudniej o cukier… A na ulicach coraz częściej słychać warkot silników motorów prorządowych bojówek patrolujących miasto.

Zgwałcony karabinem
Opozycyjna prasa coraz skuteczniej nagłaśnia przypadki braku jakiegokolwiek poszanowania dla manifestantów przez szturmujące ich oddziały Gwardii Narodowej. I tak wydawany w Miami dziennik „Diario Las Américas” podaje historię 21-letniego studenta Juana Manuela Carrasco, zgwałconego przez żołnierzy lufą karabinu: „Jego koledzy myśleli, że zostanie zabity. »Zdjął mi spodnie i włożył lufę karabinu do odbytu« – wyznał młody człowiek”. W tym samym artykule czytamy historię innego studenta, Jorge Leóna: „»Zbili mnie potwornie. Miażdżyli żebra, kopali po głowie. Ciosy zadawali również kaskami« – wspomina León, któremu jeden z ciosów kaskiem rozbił głowę. Wspomina także o kubańskim akcencie, jaki słyszał wśród żołnierzy. »[…] Rany zlizywał mi ich pies. Potem trzech z nich kazało mi uklęknąć i zaczęli grać w piłkę. Kopali w moje plecy za każdym razem krzycząc: cel!«”. Peruwiańska „La Republica” przywołuje z kolei przykład  18-letniego studenta Marco Aurelio Coello, któremu...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: