Tajwan w paszczy chińskiego smoka?

Zjednoczenie Tajwanu z Chinami stało się w Chinach Ludowych czołowym elementem tożsamości narodowej. Nie ma tu miejsca na kompromis. Komuniści zdają sobie też sprawę, że jakiekolwiek ustępstwo oznaczałoby, iż następne byłyby pewnie Tybet, zamieszkany przez Ujgurów Xinjiang, czy Mongolia Wewnętrzna.

Na początku lutego w chińskim mieście Nankin doszło po raz pierwszy do spotkania wysokich oficjeli z Tajwanu i ChRL. Stronę chińską reprezentował wiceszef MSZ i zarazem szef Biura Rady Państwowej ds. Tajwanu Zhang Zhijun, a stronę tajwańską kierujący Biurem ds. Kontynentalnych Chin Wang Yu-chi. W trakcie rozmów nie podpisano żadnych formalnych porozumień, a obie strony zapewniały, że spotkanie to kolejny krok ku zbliżeniu Pekinu i Tajpej. Nieoficjalnie mówi się jednak, że strona chińska wykorzystała rozmowy w Nankinie do wywarcia presji na Tajwańczykach, aby ci jak najszybciej ratyfikowali podpisane w połowie zeszłego roku przez obie strony porozumienie handlowe.

Bitwa o umowę
Podpisana 21 czerwca zeszłego roku w Pekinie umowa dotycząca sektora usług pozwala Chinom i Tajwanowi na inwestycje na rynku usług drugiej strony. Oznacza to np., że ChRL będzie mogła otwierać na Tajwanie swoje banki, domy maklerskie, wydawnictwa, hotele, biura podróży czy szpitale. Zaraz po podpisaniu umowy na Tajwanie doszło do demonstracji i zamieszek zorganizowanych przez obywateli, którzy obawiają się, że, otwierając się na kolejne chińskie inwestycje, wyspa staje się coraz bardziej zależna od komunistycznego rządu w Pekinie. Niezrozumiały jest także fakt, że tajwański prezydent Ma Yingjiu zgodził się na podpisanie porozumienia bez jakichkolwiek konsultacji z przedstawicielami biznesów, których bezpośrednio dotyczy umowa. Prezydent broni się, twierdząc, że gospodarka tajwańska traci na konkurencyjności w porównaniu chociażby z gospodarką Korei Płd. i porozumienie z Chinami stwarza szansę na pobudzenie rozwoju wyspy. Oponenci...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: