Opowieść o polskim Szwabie

Po tym, jak Lothar Herbst zaangażował się w działalność opozycyjną, w trakcie internowania i wielokrotnych zatrzymań proponowano mu możliwość wyjazdu w jedną stronę – do Niemiec. Herbst zawsze definitywnie odmawiał. W końcu jakiś esbek, zirytowany najwyraźniej uporem poety, krzyknął: „Panie Herbst, wynoś się pan do Reichu!”. „A wy się wynoście do Moskwy!” – odparował Herbst. Oczywiście dostał za to po mordzie. Powyższą historię przytaczał jeden z przyjaciół Herbsta, Andrzej Stach, w 2000 r. na łamach „Kultury”. SB chciała nakłonić poetę do wyjazdu do Niemiec nie tylko ze względu na obco brzmiące imię i nazwisko. Herbstowi trudno byłoby wyprzeć się niemieckich korzeni. Mówiąc wprost – był Niemcem. Urodził się we Wrocławiu – wówczas Breslau – już po rozpoczęciu II wojny światowej, 27 lipca 1940 r. Jak pisze w biografii Herbsta, zatytułowanej „Nie tracić nadziei”, Rafał Bubnicki, rodzina matki poety, krawcowej Irmgard Herbst z domu Szlagowski, związana była z tym miastem od prawie 300 lat, zaś rodzina ojca, Helmuta Herbsta, z zawodu policjanta (w stopniu Ober- wachtmeistra) wywodziła się z Opolszczyzny. Chociaż może się wydawać, że wojna z perspektywy Niemców jawiła się jako coś  zdecydowanie mniej dramatycznego niż z perspektywy Polaków, jedno z najwcześniejszych wspomnień Herbsta ukazuje właśnie okropieństwa wojny. „Kiedyś staliśmy z Lotharem przed jego dawnym domem na ulicy Skwierzyńskiej. Powiedział mi, że ilekroć tu przychodzi, wspomina tę Wigilię [w roku
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze