Mały Al Capone i jego koledzy

Na karierę Tuska należy patrzeć poprzez hollywoodzkie filmy o tryumfach i upadkach gangsterów w rodzaju Al Capone lub rządów tworzonych przez CIA w republikach bananowych. Oczywiście, na miarę władzy post-SB w biednym  post-PRL. To nie jego chytre uśmieszki, lecz słowa: „Chciałem zabić” oddają jego prawdziwą osobowość. Myślę, że już niedługo i zupełnie nagle wszyscy, jak dziecko z bajki Andersena, dostrzegą go w całej jego nikczemności i nie będą się mogli nadziwić, że wcześniej tego nie widzieli - z Krzysztofem Wyszkowskim, który opowiada o początkach Kongresu Liberalno-Demokratycznego i drodze politycznej, jaką przebył obecny premier, rozmawia Magdalena Michalska.Co skłoniło Pana do przystąpienia do Kongresu Liberalno-Demokratycznego? To był tylko sytuacyjny gest towarzyski, ale jego przyczyna miała dłuższą historię. W obozie internowanych siedziałem w celi z młodymi ludźmi z gdańskiego BIPS [Biuro Informacji Prasowej KKP NSZZ „Solidarność” – przyp. M.M.]. To byli inteligentni, ambitni i patriotycznie nastawieni chłopcy, których zapoznawałem ze stylem polskości w wydaniu  Gombrowicza czy Bobkowskiego, co oni, a później duża część ich środowiska – jak się potem okazało – potraktowali niesamowicie poważnie, ale, niestety, w całkowicie fałszywy sposób, nie jako pogłębienie polskości, lecz jako jej odrzucenie, a przynajmniej dystans. Po mojej ucieczce z internowania zacząłem poznawać całe to młodsze o pokolenie, środowisko wywodzące się w 
     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze