Polska–USA: zawiedziona miłość

My, Polacy, kochamy Amerykę. Po pierwsze dlatego, że Ameryka jest daleko. Stany Zjednoczone są trochę jak pierwsza miłość: dawna, daleka, pełna idealizacji. Gdybyśmy byli Meksykanami czy Panamczykami, pewnie kochalibyśmy Jankesów trochę mniej. Po drugie, kochamy kraj za Wielką Wodą, bo to kraj (kontynent) wolności, a wolność sarmatom w duszy gra. Po trzecie, kochamy Amerykę, bo nie znosili jej Ruscy. A nic tak nie łączy ludzi i narodów jak wspólny wróg. Wreszcie, po czwarte, mamy miłościwy stosunek do USA, bo niemal każda polska rodzina ma tam swojaków, bo nigdzie na świecie nie żyje tak dużo naszych rodaków, jak właśnie tam, bo chyba nigdzie na świecie nasi krajanie nie porobili takich karier od armii po biznes (przy czym mowa nie o jednostkach – bo te robią kariery w wielu innych państwach, lecz o setkach tysięcy ludzi).   Okres cold war, gdy USA siłą rzeczy były naszym strategicznym sojusznikiem w walce o polską wolność i odzyskanie niepodległości, to czas miłości namiętnej, głębokiej, szczerej i pewnie mocno idealistycznej. Ale, przy całym anglosaskim dystansie, twardym stąpaniu po ziemi i realizmie, jakoś tam odwzajemnianej, szczególnie w pierwszych kilkunastu latach po II wojnie i za czasów Ronalda Reagana. To pewnie dlatego pomnik tego wybitnego prezydenta-wybitnego aktora w Londynie musi być otoczony cokołem, aby nie zbezcześcili go pacyfiści i lewacy, a u nas niemal wtapia się w tłumek przechodniów idących Alejami Ujazdowskimi. Ta nasza powojenna
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze