Kilkaset lat młodości

„Wyjątkowo w naszym gimnazjum uczniowie dwóch najwyższych klas mogli palić w czasie przerw, ale jedynie w palarni i pod warunkiem, że mieli pisemne zezwolenie rodziców” – uwielbiam książki o dawnych czasach i dawnych szkołach. O wiele mniej pruderyjnych niż mogłoby się wydawać, a zarazem o wiele bardziej zdyscyplinowanych, niż jest obecnie. Fascynujące połączenie. Zbigniew S. Siemaszko powinien trafić do rubryki z „Recenzją nie na czasie” już dawno. Znakomity historyk, z dobrym piórem, idący pod prąd wszelkim intelektualnym modom. Powinien się tu zatem znaleźć już dawno temu, ale ponieważ czas dla nas nie istnieje, to właściwie nie ma znaczenia, kiedy coś się pojawia. Siemaszko trafia tu po raz pierwszy z książką, którą można by nazwać autobiografią, ale standardowa pozycja z tego gatunku zaczyna się od chwili narodzin lub z chwilą pierwszych utrwalonych wspomnień. Autor tymczasem przenosi nas w czasy o wiele dawniejsze, ma bowiem świadomość, że nie byłby tym, kim jest, gdyby nie kilka wieków historii jego rodziny. Zaczynamy więc od szczegółowego wywodu genealogicznego rodu. Zaplecze – tak nazywa przeszłość własnej rodziny. Pisze o kształtowaniu się polskości pluralistycznej, o tym, że trudno zrozumieć autora, podobnie jak innych obywateli Wielkiego Księstwa, jeśli się nie wniknie w kulturową specyfikę dawnej Rzeczypospolitej. Wprowadza nas wreszcie w swoje czasy szkolne, gdy dane mu było widzieć, jak chowano serce Piłsudskiego lub jak przekazywano wojsku
     
46%
pozostało do przeczytania: 54%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze