Kisiel konserwatywny

Czy konserwatyście wypada czytać Stefana Kisielewskiego? Czy musi robić to ze wstydem? Czy też znajdzie w nim coś świeżego, co jego konserwatyzm pogłębi? Sobotni poranek na jednym z warszawskich placów, kawiarenka, kawa, śniadanie. Miła rozmowa zaczyna się psuć, gdy schodzi na temat konserwatyzmu. – Kawa nie smakuje tak dobrze, gdy gada się przy niej o ideologii – słyszę. – Ale konserwatyzm żadną ideologią nie jest – odpowiadam. Ideologia łączy się z lewicowością. To lewactwo zamyka się na rzeczywistość i czyta te swoje głupie książeczki, a później nieszczęśliwie próbuje je wdrażać. To lewica stworzyła systemy totalitarne, a w ich ramach mordowała niepasujących do ideologii. W porównaniu z tym wszystkim konserwatyzm wydaje się mało szkodliwy i trudno sobie wyobrazić, by osoba o poglądach zachowawczych stworzyła nową bolszewię.Zbaczanie w ideologię Znajoma miała jednak trochę racji, bo gdy w czasie picia kawy zaczęliśmy odmieniać słowo konserwatyzm przez wszystkie przypadki, gdy składaliśmy wielkie deklaracje, gdy wreszcie opowiadaliśmy o nim jako o ostatnim ratunku dla ginącego świata (w końcu w dzieciństwie czytaliśmy komiks „Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady” i on nas uformował), to on wtedy – właśnie w czasie tej rozmowy – przeistaczał się w ideologię. Złapany, uchwycony, odmieniony – przestał być tym, czym powinien, czyli pewną naturalną reakcją na świat, a stawał się skodyfikowanym i milion razy odmienionym systemem. Takim pakietem
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze